Menu

Cracow day by day

Kraków na zdjęciach. Blog prowadzony w latach 2004-2010. I znów od 2015.

XVII. Wzgórza Krzesławickie

[1106]

krakoffski

1106

Wiedeńczyk na pętli Walcownia

Dzikie miejsce. Naprawdę dzikie, a kto nie musi to tam nie bywa. Po jednej stronie kombinat metalurgiczny, po drugiej ogrom przedsiębiorstw zajmujących się tym, co huta wyprodukuje, lub kiedyś wyprodukowała. To tam najczęściej kończą krakowskie tramwaje -> [1011].

Walcownia, podobnie jak wspomniana niedawno pętla Kopiec Wandy -> [402bis] to zapomniana, dzika i nieruszona od dekad pętla tramwajowa w Krakowie. Kiedy jednak huta działała pełną parą tramwaje miały tu po kogo jeździć. Dziś na odcinku między pętlą, a ulicą Ujastek prawie nikt nie jeździ, po drodze nikt się nie dosiada, natomiast torowisko jest w stanie krytycznym i tym samym motorniczowie nie lubią brać tej trasy. Pamiętam nawet, że będąc jeszcze naprawdę małym dzieckiem podróżowałem na Walcownię 'dziewiątką' i tak tam bardzo bujało, że do dziś czuję się nieswojo na karuzelach. Teraz pojawia się tu tylko jedna linia, widoczna na zdjęciu 22, lecz wkrótce, dosłownie za dwa-trzy dni, pętla zostanie zamknięta, być może i na zawsze, a linia 22 będzie kończyć trasę gdzie indziej - prawdopodobnie, po dwudziestu prawie latach, wróci na Wzgórza Krzesławickie. 

Pomimo okolicy, huty i tych wszystkich złomowisk wokół nie jest to miejsce tak zupełnie bez potencjału. Tuż za pętlą znajduje się dawna podkrakowska wieś Lubocza, dalej Wadów i Łuczanowice, do których nie ma dobrego dojazdu od tej strony Nowej Huty i Krakowa. A to tam są dworki, o których tu kiedyś pisałem -> [847&848]. Być może warto by połączyć ulicę Mrozową z Lubocką, wskrzesić stację kolejową Lubocza i może wtedy tramwaj do Walcowni miałby większy sens. Może. Może kiedyś. 

[1011]

krakoffski

1011Złomowisko przy Blokowej

Powrót do złej codzienności, a więc i zdjęcie złe i wszystko to, co na nim również. Przeważnie tutaj żywot kończą krakowskie tramwaje - ten trochę przedwcześnie, ale było mu się spaliło na początku września i pewnie nie było sensu ratować.

Ale tak ogólnie z humorem i nastawieniem jest u mnie ok, nawet bardzo ok. To tylko do zimy, a właściwie do wiążącego się nią zimna oraz śniegu żywię bardzo gorące i niczym nieskalane uczucie nienawiści.

[1001]

krakoffski

1001Pętla Wzgórza Krzesławickie

Pamiętam, że w każde Święto Wszystkich Świętych ta pętla była zaprana ludźmi, którzy wpadali na mnie dosłownie zewsząd, natomiast tramwaje były zawsze wypchane po dach i trudno było nawet do nich wejść. Tym większe było moje zdziwienie, kiedy żadna z tych sytuacji wczoraj nie miała tam miejsca.

[987]

krakoffski

987Wsi spokojna, wsi wesoła...

Trochę tak to tu wygląda, ale to nie wieś. Przynajmniej już nie. Te domy znajdują się bowiem w samym środku kocmyrzowskiego węzła drogowego, który łączy ulice Kocmyrzowską z Łowińskiego na Wzgórzach Krzesławickich. Można się więc domyślać, że ze spokojem pewnie bywa tu różnie, zwłaszcza, jeśli chodzi o hałas - z jednej strony ciągną bowiem TIRy i inne ciężarówki po Kocmyrzowskiej, a z drugiej suną tramwaje do i ze Wzgórz. Nie mnie też stwierdzać, czy jest tu wesoło, ale radości mieszkańcom na pewno nie dostarcza fakt, że już za kilka lat, dokładnie w tym miejscu, powstanie nowy, znacznie większy węzeł drogowy Kraków-Grębałów, w związku z czym powyższe zabudowania przestaną istnieć. Węzeł ten będzie częścią obwodnicy Krakowa i drogi S7. Wszystko jest jeszcze w fazie projektowania, więc póki co widoczne na zdjęciu kurki mogą bez obaw szperać po swoim poletku.

[847&848]

krakoffski

847Dwór Mycielskich w Łuczanowicach

Jakiś czas temu, pod zdjęciem nr 830, pisałem o niegdysiejszej wsi Łuczanowice, a dziś chciałbym podjąć temat raz jeszcze. Powyżej widać dwór Mycielskich zaprojektowany (na zlecenie Władysława Mycielskiego, hrabiego) w roku 1902 przez Tadeusza Stryjeńskiego, dość wziętego natenczas krakowskiego architekta, któremu Kraków zawdzięcza np. budynek Poczty Głównej, Pałac Prasy czy Pałacyk Straszewskich (dziś chyba bank i miejsce, gdzie można cwaniaczyć i zaparkować blisko centrum). Ponadto zdarzyło mu się być teściem Zofii Stryjeńskiej, graficzki i malarki, której biografię niedawno wydało wydawnictwo Czarne.

Wcześniej w tym miejscu stał już dwór drewniany i to od 1787, który zbudował Marcjan Żeleński (ten sam z notki nr 830). Ostał się nam do 1953 roku, kiedy jego stan nie pozwolił zrobić z nim już nic więcej jak rozebrać do ziemi. Obecny dwór był połączony ze starym jednym skrzydłem - niestety nie wiem którym i nie znalazłem jak to wtedy wyglądało. Obecny dwór był starannie zaprojektowany; ma nieregularną bryłę, jest połączony z kaplicą (jak sądzę wtedy była protestancka) i przypomina trochę zamek. Nad wejściem wciąż znajduje się herb rodziny Mycielskich i od 1945 roku, kiedy to Łuczanowice ostatecznie ich pożegnali, tyle po nich pozostało. No i jeszcze ulica Andrzeja Mycielskiego (syna Władysława), na której pod numerem 11 znajduje się dwór. 

Dziś budynek należy do Zarządu Budynków Komunalnych w Krakowie, więc jak się mogę domyślać znajdują się tam mieszkania komunalne (ale ok, nie jestem super biegły w temacie mieszkalnictwa komunalnego). Chciałem pozwiedzać wnętrze, ale wygonił mnie mały piesek wielkości spuchniętego jamnika i głosy z góry. Uznałem, że skoro to mieszkania, to może nie będę się komuś tam pchał. Mimo, że to w końcu własność gminna. W środku budynek jest dosyć zaniedbany i prosi się o remont, ale tragedii jeszcze nie ma. Klatka schodowa wciąż jest piękna, a wnętrze nosi ślady czasów świetności. Wokół znajduje się park, który swoją świetność ma dawno za sobą, chociaż wciąż widać jego niegdysiejszy plan - zadrzewione alejki, ścieżki. Cholernie mi szkoda tego miejsca - gdyby Kraków, który jest właścicielem tych nieruchomości, chciałby cokolwiek z tym zrobić, to mielibyśmy kolejne, piękne i unikatowe miejsce na mapie Krakowa. A tak, mamy jakieś wzmianki, coś ktoś wie, parę osób było, ale na dłuższą metę nikt o tym dworku nie ma pojęcia i specjalnie się nie interesuje. Wynika to trochę z tego, że magistrat nie ma ochoty informować nikogo o fakcie, że w dawnej Nowej Hucie są miejsca warte zobaczenia. No, ale wtedy na dodatek trzeba by o to dbać. Mam takie wrażenie, że dziś, poza takimi jak ja, największymi wielbicielami dworu Mycielskich są okoliczni mieszkańcy mający tam miejsce do melanżu (true story, tak głosi napis w śmietniku) oraz kibole, wśród których można doszukać się tak zwanych 'patriotów', którzy w imię miłości do ojczyzny dewastują ten zabytek swoimi kibolskimi i nacjonalistycznymi bzdurami. I nikt z tym nic nie robi, chociaż w 1980 roku dwór został wpisany na listę zabytków (sygn. A-604, 26.XI.1980), ale kogo w urzędach to obchodzi... przecież to nie w centrum. Daleko od turystów. Można olać i się nie interesować.

848Dwór Badenich w Wadowie

Znajduje się zaraz obok dworu Mycielskich - jakiś kilometr na południe. Samochodem to odległość niezauważalna, autobusem chyba 2-3 przystanki, a pieszo to już zabawa na 20-parę minut. Trzeba trochę nadłożyć, ale to i tak wciąż blisko. Dwór, czy też pałac, jest parę dekad starszy od dworu w Łuczanowicach, zaprojektował go bowiem w roku 1874 Antoni Łuszczkiewicz (ten od Pałacu Tarnowskich na ul. Szlak, dziś także zaniedbana ruina. No nie ma gość szczęścia do dzisiejszych władz) i jak widać miał trochę mniej szczęścia od młodszego kolegi. Kiedy w Łuczanowicach władali Żeleńscy, tak w pobliskim Wadowie panami była rodzina Bodenich, z których to niejaki Józef zlecił Łuszczkiewiczowi zaprojektowanie dworu. Podobnie jak dwór łuczanowicki, także i ten otoczono okazałym parkiem. Trudno stwierdzić, który był ładniejszy, bo kiedy jeden jest zarośnięty i zaniedbany, tak o ten wadowski zdaje się ktoś dbać. Są ławki, alejki, przystrzyżone trawniki i nawet jakieś sprzęty dla dzieci (te ostatnie są pozostałością po przedszkolu, które mieściło się w pałacu od lat 70' XX wieku), ale cóż z tego, skoro po środku stoi dość zdewastowana ruina? Oryginalnie do dworu należał jeszcze sad, ale władza ludowa oddała go w ręce ludu i dziś są tam ogródki działkowe.

Gdyby ktoś chciał obejrzeć i zapłakać - z pętli Kombinat należy wsiąść w autobus linii 117 lub 242 i grzać do pętli Łuczanowice. Druga opcja to złapać autobus 110-tkę z Alei Przyjaźni i wysiąść na przystanku Wadów (mniej więcej vis a vis takiej rozpadającej się starej chałupy z początku XX wieku, swoją drogą też zabytek, ale już nie w rejestrze). Rozkład jazdy jest dość wybitny; autobus jedzie raz na godzinę lub rzadziej.

I taki bonus i nowość na blogu; galeria -> tu

Wszystko co powyższe znalazłem w Internecie oraz zaobserwowałem sam, np. grzyb i dewastację, ale podam kilka źródeł, bo to ciekawy temat:

http://podroze.onet.pl/historia-pylem-przykryta/pr1mf

https://www.facebook.com/luczanowice/posts/659631780822698:0

http://www.skozk.pl/prasa/dwor-w-wadowie-1186.html

http://krakow.tvp.pl/7636579/dwor-w-wadowie-niszczeje

[830]

krakoffski

8301Kopiec Lutrów i cmentarz ewangelicki w Łuczanowicach

Od lat 70' XX wieku Łuczanowice są częścią Krakowa - najpierw Nowej Huty, a następnie dzielnicy Wzgórza Krzesławickie. Historia miejsca na zdjęciu sięga znacznie dalej i rozpoczyna się pod koniec wieku XVI wraz z przejęciem wsi przez ród Żeleńskich, którzy władali tymi terenami do I połowy wieku XIX. Z tego co udało mi się wyczytać kopiec usypał Marcjan Żeleński (dziadek Tadeusza Boya-Żeleńskiego) w roku 1797 dla zboru Braci Polskich. W 1989 roku kopiec i cmentarz zostały wyremontowane, a cztery lata później na nowo poświęcone. Dziś jest to miejsce spotkań krakowskich ewangelików, którzy każdego września odprawiają tu swoje nabożeństwa. 

Co do dojazdu; bez samochodu się da, ale trudno. Najwygodniej dojść można ulicą Darwina, a następnie Łuczanowicką pod sam kopiec. Od strony Kocmyrzowskiej także można dojść, ale trzeba już kombinować chodząc po polach i przedzierając się przez ogródki działkowe... nie polecam.

[818]

krakoffski

8181Boisko szkoły podstawowej na osiedlu Wysokim

To na pewno był bardzo ważny mecz. Wiem to, bo sam rozegrałem takich setki ;) Niestety mojego przyszkolnego boiska dawno już nie ma. Zbudowano na nim halę sportową.

[661]

krakoffski

Ten domek znajduje się przy ulicy Geodetów na Wzgórzach Krzesławickich. Dość daleko od centrum - nawet Nowej Huty.

This house is on Geodetów steet in Wzgórza (hills) Krzesławickie district. Far, far away from the city center.

[347]

krakoffski

Koniec świata. Okolice ulicy Wąwozowej i osiedla Wzgórza Krzesławickie.

© Cracow day by day
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci